środa, 5 listopada 2014

Lęk separacyjny

Na lęk separacyjny cierpi około 40% psów, a może nawet i więcej. Każdy pies przechodzi to inaczej. Jedne wpadają w histerie, inne biegają po domu przez cały okres nieobecności właściciela. Często objawy są na tyle niedostrzegalne, że ciężko cokolwiek zauważyć. Nie jestem behawiorystką, więc postaram się przybliżyć jak poradziliśmy sobie z tym lękiem u Zayry.

Już w pierwszy dzień pobytu nas dało się zauważyć pierwsze objawy (które uświadomiłam sobie dopiero później). Przede wszystkim nie odstępowała nas na krok. Kładła się tylko wtedy, gdy my również leżeliśmy, bądź siedzieliśmy razem na kanapie. Gdy byliśmy w dwóch różnych miejscach, chodziła w tę i z powrotem. Próba pójścia do łazienki, chociaż jednej osoby, oznaczała piski i jęczenie. Na szczęście przywieźliśmy ją w okresie, gdy Markowi zostały 2 tygodnie wakacji, a więc nie musieliśmy rzucać jej na głęboką wodę. Jednak gdy ja rano wychodziłam do pracy potrafiła za mną piszczeć dobre kilka minut. Już w drugi dzień zorientowałam się co jest grane i postanowiłam skupić się przez ten czas przede wszystkim na przepracowaniu lęku. Przeczesałam internet w poszukiwaniu informacji i sposobów poradzenia sobie z tym.

Zaczęłam od podstaw, czyli komendy "siad". Kiedy ją opanowała, najważniejszą komendą stało się "zostań". Opanowanie obydwu komend na tyle,żeby dało się na nich pracować, zajęło 2 dni. Równocześnie robiliśmy początkowy trening klatkowy, czyli poznawanie klatki i zrozumienie,że nie jest straszna. Już drugiego dnia Zayra w niej spała bez problemu. Jednak najważniejsze w tym etapie było nie pozwolenie małej na łażenie za nami. Zrozumiała to dość szybko.


Kolejnym krokiem było utrwalanie i rozszerzanie "zostań" oraz kolejne etapy treningu klatkowego czyli komenda "klatka", a później zamykanie małej. Ten etap zajął nam około tygodnia. Pod koniec mogliśmy pójść spokojnie do łazienki, używając komendy "zostań" oraz wyjść do przedsionka, zamknąć drzwi i zaraz wrócić z powrotem. Co do klatki to można było zamknąć Zayrę, wykonywała komendy "siad", "waruj" w zamkniętej klatce, a po jej otworzeniu nie wylatywała jak z procy tylko grzecznie czekała.

Kolejnym, ostatnim etapem, było zostawanie w klatce na coraz dłuższy okres, gdy byliśmy w domu, a później, gdy wychodziliśmy. Na początek dawałam jej różne rzeczy, żeby odwrócić jej uwagę, komenda "zostań, wychodzimy". Najlepiej w tej sytuacji spisał się kong puppy:). Pierwsza próba 5 minutowa nie była dla nas zbyt przyjemna. Gdy wróciliśmy, nie wypuściliśmy Zayry z klatki tylko czekaliśmy aż się uspokoi (podekscytowała się naszym powrotem). Zamiast się uspokoić, mała wpadła w histerię, zaczęła szaleć w klatce, piszczeć, gryźć pręty. Wiedziałam, że gdybym wypuściła ją w takim stanie to zawaliłabym całą naszą robotę. Uspokoiła się po kilku minutach i zmęczona położyła się i zasnęła. Dopiero wtedy otworzyłam klatkę. Kolejnego dnia sytuacja powtórzyła się, jednak trwało to krócej, a za trzecim razem tylko chwilę popiszczała i odpuściła. I to był przełom, którego potrzebowaliśmy. Zamontowałam jej w klatce szarpak,żeby miała się na czym wyżywać, oraz zostawiałam jej kawałki kartonu do rozparcelowania. Gdy zaczęliśmy zostawiać ją na ponad 10 minut, dbaliśmy o to,żeby była zmęczona i nie miała siły szaleć. Nagrywaliśmy wszystko na kamerkę i sprawdzaliśmy. Pierwsze kilka razy była lekka histeria na początku, jednak z każdym dniem coraz lepiej przyjmowała nasze wyjście i uspokajała się coraz szybciej, aż przestała w ogóle się denerwować. 

Obecnie zostaje sama w domu przez kilka godzin, przed wyjściem dostaje konga, zostawiamy jej nadal kartony bo widać, że gdy się nudzi to zajmuje się nimi. Nie chce w tym czasie obrabiać żadnych żwaczy więc odpuściłam ten pomysł. Dodatkowo, czasami zamykamy ją w klatce na noc, czasami w dzień np.gdy sprzątam. Popełniłam błąd, gdy nie zamykaliśmy jej ponad miesiąc na noc i ostatnio męczyła nas dobre kilka minut wieczorem,że ona jednak chce wyjść z klatki, ale zauważyłam, że gdy jej nie odpuszczamy to ona godzi się z sytuacją i przestaje to robić, jednak trzeba jej to ciągle utrwalać i ćwiczyć.

Nie wiem czy uda nam się kiedyś na 100% wyeliminować lęk separacyjny, cieszę się jednak, że wychodząc z punktu gdy nie można było wyjść do łazienki, doszliśmy do punktu, gdy zostaje na cały dzień w klatce i większość tego czasu przesypia.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz