poniedziałek, 16 marca 2015

Kong, dobry sposób na...


Od ponad pół roku w naszym posiadaniu jest kong puppy rozm. M koloru niebieskiego. Używany praktycznie codziennie. Dzisiaj słów kilka o tym jak ważną pełni u nas rolę


 

Długo się zastanawiałam nad kupieniem konga. Wiedziałam, że wszyscy go zachwalają, ale po kupieniu wyprawki, kong classic był dla nas pozornie niepotrzebnym wydatkiem. Ostatecznie zdecydowałam się na tańszego konga puppy, a o zakupie przesądził lęk separacyjny Zayry. Z tego co pamiętam na opakowaniu był podany jakiś śmiesznie wysoki wiek, od którego szczenięta mogą się tym bawić, jednak nie należy się tym przejmować. Młodej zaczęłam go dawać, gdy miała 3 miesiące. Zanim kupiliśmy konga stawałam na głowie, co mogę dać szczeniakowi do klatki, żeby było to super smaczne a jednocześnie odpowiednie i bezpieczne dla tak młodego psa, co było bardzo irytujące i frustrujące. Kong rozwiązał wszystkie problemy z tym związane, ponieważ dało się go napełnić wszystkim, czego nie można było dać luzem, czyli twaróg, pasztet, serek topiony etc. Szybko się nauczyliśmy, jak mocno upchać zawartość, żeby młody munsterlander sobie z tym poradził a jednocześnie się nie zniechęcał. Wiem, że niektórzy jakoś specjalnie zatykają ten mniejszy otwór, ale ja nigdy nie miałam takiej potrzeby. Jest on na tyle mały, że lepkie rzeczy same z siebie z niego nie wyłaziły. Duży zalepiam po prostu pasztetem i to wystarcza ;) Zayra szybko pokochała konga i teraz jak widzi, że go przygotowuję to sama biegnie do klatki w tempie wyścigowym  ;)


Jeżeli chodzi o to co wkładam do zabawki to najczęściej jest to pasztet, pasztetowa, albo serek typu almette (np. gdy została końcówka po śniadaniu), w którym są zatopione smaczki typu bosch fruitees. Zależy mi na tym, żeby wkład był prosty w przygotowaniu i szybki w zapakowaniu, dlatego, że zazwyczaj robię to rano przed wyjściem, więc moje ograniczenie czasowe to max. 2 minuty. Nigdy nie mroziłam tego co przygotowałam, ponieważ przez długi czas Zayra szybko się nudziła jak kong był za mocno napakowany,a zamrożona zawartość do łatwych nie należy. Jednak myślę, że jak niedługo przerzucimy się na większego konga classic to postaram się być bardziej kreatywna, a i młoda jest coraz bardziej zdeterminowana do wydostania zawartości :)


Jeżeli chodzi o sam kształt i wygląd to w pierwszej chwili byłam rozczarowana, że jest tak mały. Później okazało się, że jednak ten rozmiar nie jest taki zły, jednak classica kupię już większego. Po tylu miesiącach użytkowania, guma nie nosi śladów zębów, co dla mnie jest totalnym zaskoczeniem. Łatwo się go myje, wystarczy włożyć palec do środka, żeby usunąć oporniejszy bród. Jednak zdarza się to rzadko bo zazwyczaj jest dokładnie wylizany :D Minusem jest to, że przyciąga sierść jak magnes ;/


Oprócz konga, wrzucam do klatki purina delibakie, po jednym ciastku z każdego rodzaju i jak mam to bosch goodies. Suszonych, wędzonych uszu itp. Zayra w ogóle nie chciała jeść w klatce. Ostatnio się to zmieniło ale skutkuje rzadszą kupą więc nie dajemy zbyt często. Do tego dostaje rolkę po papierze toaletowym i to wszystko razem wystarcza, żeby załagodzić lęk separacyjny, a najbardziej moment naszego wyjścia. Później większość czasu śpi ;)


Podsumowując kong to obowiązkowe wyposażenie każdego psiarza. Świetnie sprawdza się przy lęku separacyjny, albo po prostu jako urozmaicenie czasu, czy zajęcie dla psa. U nas sprawdził się w krytycznym momencie Sylwestra. Młoda była zbyt zajęta wylizywaniem konga, żeby przejmować się wystrzałami. Można nim rzucać, wtedy odbija się w różne strony. Jest wytrzymały i łatwo go umyć.
Jedynym minusem jest przylepianie się sierści i początkowy zapach gumy.

1 komentarz:

  1. KONG to świetna rzecz , zresztą cała ich firma jest genialna . Wszystkie zabawki ,które dotychczas miałyśmy sprawdzały się rewelacyjnie :)
    Pozdrawiam, http://beaglowate.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń