poniedziałek, 6 czerwca 2016

Drugie urodzinki :)

Dokładnie rok temu pojawił się na blogu post z okazji „roczka” mojego małego, wyczekanego szczeniaczka. Myślę, że dzisiejszy dzień jest idealną okazją do tego, żeby skonfrontować zmiany jakie nastąpiły od tego czasu, ponieważ Zay nie jest już malutkim, rozbrykanym szczeniaczkiem, wyrosła na piękną pannę, chociaż nadal jest bardzo młodzieżowa :)




Ostatni rok był dla nas bardzo intensywny, dużo się działo, dużo porażek, sukcesów, chociaż więcej tych drugich. Szczeniaczek dojrzał, zmądrzał, rozwinął się fizycznie. Mieliśmy kryzysy, wzloty i upadki.
Jaka Zay jest w tej chwili? Mądra, zrównoważona (kto by pomyślał…), dużo lepiej radząca sobie z emocjami. Ogromny przytulas, nie znam psa, który by tak łaknął pieszczot, fizycznego kontaktu z człowiekiem, miziania, drapania, przytulania. 

Jest ambitna, nie lubi porażek.
W agility jest odważna, myśląca, doskonale czyta mowę ciała, wystarczą jej delikatne sygnały, przez co zazwyczaj to ja wszystko psuję :D
Ma bardzo wysoki próg bólu, obtarte do krwi opuszki? Kto by się przejmował?

Może nie do końca dąży do tego żeby być w centrum uwagi, ale zawsze musi o wszystkim wiedzieć, nic nie może jej umknąć.
Nie jest nadpobudliwa, za to jest bardzo żywiołowa, niesamowicie wytrzymała.
W relacjach z innymi psami jest raczej neutralna, w stadzie psów najpierw się przywita, ruszy w jakąś pogoń a potem zajmuje się swoimi sprawami. Nie jest dominująca, ale też nie pozwala się zdominować. Nigdy agresywna, dobrze czyta CS-y, aczkolwiek czasem woli sprawdzić „czy aby na pewno nie chcesz mnie znać?” :) Jest bardzo nielubiana przez bordery :P
Z małego diabła, z którym życie było w najgorszej chwili niezłym wyzwaniem, stała się pieskiem, z którym życie okazuje się całkiem przyjemne.


Nawiążę teraz do porażek, które pojawiły się w poście z okazji roku. Postawiłam sobie za zadanie przepracować je i efekty zaskakują mnie samą :)


„Uciekanie”
Częstotliwość ucieczek spadła o 80%, te co się zdarzają, zazwyczaj pojawiają się dlatego, że nieświadomie wpędzam młodą w frustrację, powtarzając ciągle ten sam element, zdarzają się też kiedy mam gorszy dzień i Zayra stwierdza, że „nie będę z Tobą pracować, jak jesteś w takim beznadziejnym humorze”. I ma racje :) Trzecim czynnikiem jest brak motywacji i atrakcyjności z mojej strony. Zazwyczaj kiedy to zaniedbam, albo stwierdzam, ze mój pies i tak to zrobi. Nie, nie zrobi. Znajdzie sobie lepsze zajęcie :) Poza tym ucieczki nie są już tak spektakularne, nie zwiewa gdzieś, siną w dal, po prostu idzie sobie wąchać, coraz częściej odwołuje się z takich sytuacji.

„Koty”
Jeden z największych sukcesów :) Można przejść grzecznie obok kota? Można! Najczęściej na widok kota jest lekko podekscytowana, ale poziom emocji jest o 90% niższy niż dawniej i nawet nie napina smyczy. Raz na jakiś czas zobaczy kota, który jest według niej wyjątkowy i należy odpalić salse, ale zdarza się to niezmiernie rzadko. Problemem są te uciekające, ale i tak sukces jest ogromny


„Chodzenie na smyczy”
Jest o niebo lepsze niż rok temu. Zdarzają się dni kiedy nagle na smyczy chodzić nie umie, ale zdarza się to zazwyczaj kiedy jest niewybiegana. Niestety, kiedy smycz przejmuje inna osoba niż ja czy M. to nie ma mowy o grzecznym chodzeniu

„Przywołanie”
Aktualnie jest bardzo dobre, poza paroma wyjątkowymi sytuacjami, ciągle to pielęgnujemy i podnosimy poprzeczkę.

„Zabiegi pielęgnacyjne”
Jeden z większych sukcesów. Wszyscy się ze mnie śmieją, że tak się tym jaram, ale myślę, że każdy psiarz mnie zrozumie ;) Rok żmudnej pracy, kombinowania, zaklinania, osiągania granic cierpliwości. Efekty? Nikt nie jest pogryziony, pies nie wpada w histerie na widok cążków. Mogę spokojnie obciąć wszystkie pazury po kolei, bez siłowania się, bez wyrywania łap, wychodząc z tej operacji bez szwanku. Cudowne uczucie, naprawdę, w końcu obcinanie pazurów nie jest karą. Mogę również zbliżyć się do szanownej damy z nożyczkami i nawet nie drgnie. Kąpiel nie oznacza wrzasków, jakby psa ze skóry obdzierali, ba! Nawet jedna osoba może sobie poradzić :) Szczotka również nie jest wrogiem. Efektem jest czysty, zadbany pies, w dodatku bez zbędnego stresu!
Oh, wiem, że się zachwycam, ale jestem tak niesamowicie dumna, że sobie z tym poradziliśmy :)




Oprócz tego co udało się przepracować, jestem niesamowicie szczęśliwa, że udało nam się zrealizować moją sztuczkę marzeń czyli odbicia od ciała. Szlifujemy jeszcze szczegóły, no ale WOW, zrobiliśmy to!

Czy Zayra ma jakieś wady?
Dobre pytanie. Ostatnio ma ich coraz mniej :) 
Nie wiem czy to jej wada. Chyba bardziej pozostałość w mojej głowie, po najgorszym okresie, w naszym wspólnym życiu. Mówię o braku zaufania. Na sesjach zdjęciowych młoda jest zawsze na cienkiej lince. Nie puszczam jej w miejscach, gdzie nie wiem czy jest bezpiecznie. Coraz częściej przekonuję się, że niesłusznie.

Jednak myślę, że jeszcze długo będę nad tym pracować w swojej głowie.

W tym roku przede wszystkim skupiamy się na agility. Debiut w oficjalnych zawodach już zaplanowany :)

W ostatnim czasie ta panienka udowodniła mi, że warto mieć marzenia i wiarę w ich spełnienie :)


I na koniec ulubiona mina Zayry do zdjęć :D Uuuuśmieeech <3







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz